Niestety,przyszedł ten czas.Ale przyszedł za szybko.O wiele za szybko.Szybciej już chyba nie mógł.
Zima.
Według moich obliczeń,rośliny potrzebują jeszcze co najmniej 4 tygodni,by przygotować się do zimy i wydać plon na wiosnę.Brak plonów oznacza brak pożywienia dla dzikich zwierząt.To z kolei prowadzi do odwodnień i niedowagi.A niedowaga zwierząt oznacza mniej pożywienia.
Wszyscy w pośpiechu zaczęli gromadzić zapasy tego,co szybko nie zgnije.Można powiedzieć,że w watasze rozpoczął się stan alarmowy.
Potrzebne nam były łapy do pracy.Ciężkiej pracy.
Nie mając co ze sobą zrobić,zaczęłam podlewać rośliny.Co prawda w pysku zbyt dużo nie uniosę,ale to na pewno był jakiś dodatkowy uczynek.Schyliłam się do jednej.Była przecudowna.Szkoda byłoby ją...
...marnować.
Jakaś wilczyca stanęła mi tuż przed twarzą,tym samym depcząc roślinkę.
-Ty...Ty...
-Kin jestem-odparła.
-Dlaczego zdeptałaś tą roślinkę?!
-Jest takich tutaj pełno!
-Nie chce mi się tłumaczyć,ale musi być ich jak najwięcej!
Kin się odwróciła.Za nią stała szara wilczyca o niespotykanej urodzie.
-Dlaczego zdeptałaś tą biedną roślinę?!-jakby mi zawtórowała.
-O Alfo,przestańcie się mnie czepiać!-wrzasnęła.
-Przepraszam,już nic nie mówię.Nic nie szkodzi,naprawdę-uśmiechnęłam się.
-Noo dobra.Kuro,to gdzie idziemy?
A więc szara to Kuro!
-Nie wiem,a może do jakiegoś ciepłego miejsca?-odparła z ironią.
-Czy należycie do jakiejś watahy?-spytałam z nadzieją w głosie.
-No,wiesz,my...-majaczyła Kuro
-Nie-odpowiedziała mi z przekąsem Kin.
-Ja prowadzę Watahę Morskiego Wybrzeża.Może chcecie dołączyć?
-Macie wygodne miejsca do spania?-spojrzała mi głęboko w oczy siostrzyczka Kin.
-Oczywiście.Wszystko co najlepsze dla członków.
-No to bierzemy!-wykrzyknęła radośnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz