Niestety,przyszedł ten czas.Ale przyszedł za szybko.O wiele za szybko.Szybciej już chyba nie mógł.
Zima.
Według moich obliczeń,rośliny potrzebują jeszcze co najmniej 4 tygodni,by przygotować się do zimy i wydać plon na wiosnę.Brak plonów oznacza brak pożywienia dla dzikich zwierząt.To z kolei prowadzi do odwodnień i niedowagi.A niedowaga zwierząt oznacza mniej pożywienia.
Wszyscy w pośpiechu zaczęli gromadzić zapasy tego,co szybko nie zgnije.Można powiedzieć,że w watasze rozpoczął się stan alarmowy.
Potrzebne nam były łapy do pracy.Ciężkiej pracy.
Nie mając co ze sobą zrobić,zaczęłam podlewać rośliny.Co prawda w pysku zbyt dużo nie uniosę,ale to na pewno był jakiś dodatkowy uczynek.Schyliłam się do jednej.Była przecudowna.Szkoda byłoby ją...
...marnować.
Jakaś wilczyca stanęła mi tuż przed twarzą,tym samym depcząc roślinkę.
-Ty...Ty...
-Kin jestem-odparła.
-Dlaczego zdeptałaś tą roślinkę?!
-Jest takich tutaj pełno!
-Nie chce mi się tłumaczyć,ale musi być ich jak najwięcej!
Kin się odwróciła.Za nią stała szara wilczyca o niespotykanej urodzie.
-Dlaczego zdeptałaś tą biedną roślinę?!-jakby mi zawtórowała.
-O Alfo,przestańcie się mnie czepiać!-wrzasnęła.
-Przepraszam,już nic nie mówię.Nic nie szkodzi,naprawdę-uśmiechnęłam się.
-Noo dobra.Kuro,to gdzie idziemy?
A więc szara to Kuro!
-Nie wiem,a może do jakiegoś ciepłego miejsca?-odparła z ironią.
-Czy należycie do jakiejś watahy?-spytałam z nadzieją w głosie.
-No,wiesz,my...-majaczyła Kuro
-Nie-odpowiedziała mi z przekąsem Kin.
-Ja prowadzę Watahę Morskiego Wybrzeża.Może chcecie dołączyć?
-Macie wygodne miejsca do spania?-spojrzała mi głęboko w oczy siostrzyczka Kin.
-Oczywiście.Wszystko co najlepsze dla członków.
-No to bierzemy!-wykrzyknęła radośnie.
piątek, 23 listopada 2012
niedziela, 28 października 2012
Alfą być
W watasze ostatnio wiele się dzieje-wszyscy ciągle się gdzieś śpieszą i nikt nie ma ani chwili wytchnienia.Czasami nie ma komu zapolować nawet na małego zająca,a kto się musi tym zając?-ja!
Czasami na prawdę brakuje mi samca Alfa,z powodów...em..."żywieniowych".Nie wyrabiam już polować dla wszystkich!
W końcu,któregoś dnia Enjer znalazła chwilkę,żeby przedyskutować to ze mną.
-Dracolich mówiła,że pewnie przydałby mi się ktoś taki...-zaczęłam.
-No wiesz,zawsze możemy komuś to zaproponować-odparła wilczyca i weszła do jaskini.-Kto chce być Samcem Alfa?!-krzyknęła.
Nikt się nie odzywał.Mack gwizdał,Sekleton udawał,że rozmawia z Purpurą,a Ignois przeżuwał coś cicho.
-No tak,kto by się spodziewał,że nikt się tego nie podejmie-Atena spojrzała Sekletonowi w oczy.Na pewno byłby dobrym przywódcą.Potrafi być konsekwentny,a zarazem łagodny i cierpliwy.
-Ale ja nie chcę!Zmuszać mnie będziecie czy co?!-warknął.
-Echoo,echo,echoo!
-Kto to?-wyłoniłam się z jaskini.Dracolich spała,a jakaś pokraka tam krzyczała!Wrr!
Pobiegłam szybko za powtarzającymi się słowami.
W końcu stanęłam przed żółtawo-złotawym wilkiem o drobnej posturze i bystrych oczach.Mimo swoich wiarygodnych oczek wydawał się ... trochę dziecinny,delikatnie mówiąc.
-Przepraszam,wilczyca z mojego stada śpi.Mógłbyś się uciszyć?
-Myślę,że się dogadamy,panienko z wyższych sfer-puścił do mnie oczko.Zaśmiałam się łagodnie.
-Jak cię zwą?
-Toch.Ale ty możesz mówić mi jak chcesz.Masz watahę?!
-No tak.Ale jak na razie najbardziej "potrzebny" nam Samiec Alfa.
-Ja będę idealnym Alfą!-wrzasnął.-W stadach,w których byłem,zawsze byłem Samcem Alfa.Ale wyrzucali mnie za moje żarty.Chciałem znaleźć jakieś schronienie,więc zacząłem się drzeć-to zawsze działa.No ale,chyba muszę krzyczeć dalej...-posmutniał nagle.
-Dobrze,dobrze!Będziesz Samcem Alfa.Możesz żartować,ale musisz być odpowiedzialny,działać tylko na rzecz dobra watahy...
-Tak,wiem i rozumiem.Może pokażesz mi miejsce noclegowe?-uśmiechnął się słodko.
-No dobrze.
Po paru minutach byliśmy już na miejscu.Toch przedstawił się wszystkiem i-tak szczerze-wywarł na nich całkiem dobre wrażenie.
Czasami na prawdę brakuje mi samca Alfa,z powodów...em..."żywieniowych".Nie wyrabiam już polować dla wszystkich!
W końcu,któregoś dnia Enjer znalazła chwilkę,żeby przedyskutować to ze mną.
-Dracolich mówiła,że pewnie przydałby mi się ktoś taki...-zaczęłam.
-No wiesz,zawsze możemy komuś to zaproponować-odparła wilczyca i weszła do jaskini.-Kto chce być Samcem Alfa?!-krzyknęła.
Nikt się nie odzywał.Mack gwizdał,Sekleton udawał,że rozmawia z Purpurą,a Ignois przeżuwał coś cicho.
-No tak,kto by się spodziewał,że nikt się tego nie podejmie-Atena spojrzała Sekletonowi w oczy.Na pewno byłby dobrym przywódcą.Potrafi być konsekwentny,a zarazem łagodny i cierpliwy.
-Ale ja nie chcę!Zmuszać mnie będziecie czy co?!-warknął.
-Echoo,echo,echoo!
-Kto to?-wyłoniłam się z jaskini.Dracolich spała,a jakaś pokraka tam krzyczała!Wrr!
Pobiegłam szybko za powtarzającymi się słowami.
W końcu stanęłam przed żółtawo-złotawym wilkiem o drobnej posturze i bystrych oczach.Mimo swoich wiarygodnych oczek wydawał się ... trochę dziecinny,delikatnie mówiąc.
-Przepraszam,wilczyca z mojego stada śpi.Mógłbyś się uciszyć?
-Myślę,że się dogadamy,panienko z wyższych sfer-puścił do mnie oczko.Zaśmiałam się łagodnie.
-Jak cię zwą?
-Toch.Ale ty możesz mówić mi jak chcesz.Masz watahę?!
-No tak.Ale jak na razie najbardziej "potrzebny" nam Samiec Alfa.
-Ja będę idealnym Alfą!-wrzasnął.-W stadach,w których byłem,zawsze byłem Samcem Alfa.Ale wyrzucali mnie za moje żarty.Chciałem znaleźć jakieś schronienie,więc zacząłem się drzeć-to zawsze działa.No ale,chyba muszę krzyczeć dalej...-posmutniał nagle.
-Dobrze,dobrze!Będziesz Samcem Alfa.Możesz żartować,ale musisz być odpowiedzialny,działać tylko na rzecz dobra watahy...
-Tak,wiem i rozumiem.Może pokażesz mi miejsce noclegowe?-uśmiechnął się słodko.
-No dobrze.
Po paru minutach byliśmy już na miejscu.Toch przedstawił się wszystkiem i-tak szczerze-wywarł na nich całkiem dobre wrażenie.
niedziela, 14 października 2012
Fiołkowy aromat
W watasze ostatnio wydarzyło się tak wiele...Tyle starć...Jednak tylko jedna przegrana.Fade został bardzo zraniony.Na szczęście Enjer była przy nas i bardzo mu pomogła.Teraz razem z Ateną i Selektonem pomagają mu i opatrują już mniej poważne rany.Ja i Dracolich usiadłyśmy przy wodospadzie.
-Nie sądzisz,że potrzebujesz,jakby to powiedzieć...Pomocy?-zagadnęła wilczyca.
-Jakiej pomocy?Mamy tyle wilków w stadzie!Jak komuś coś się stanie,jest 28 pomocnych łap temu jednemu wilkowi.Czego chcieć więcej?-odparłam.
-Chyba mnie nie zrozumiałaś...Chodzi mi o Samca Alfa.Zawsze pomógłby ci,gdybyś potrzebowała pomocy,a gdy ktoś by ci groził,rzuciłby coś w stylu:"Ej,zostaw ją,bo inaczej będziesz gadał też ze mną!".
-Nie,nie potrzebuję.Jakoś mnie zbyt nie ciągnie do samców.Chcę skupić się na watasze,a nie na tym,żeby wyznaczyć Alfę.
-No wiesz,tak w sumie to...
-Ciii!-syknęłam-Czuję jakiś zapach,jakby fiołków.A tutaj te kwiaty nie rosną!
Obejrzałyśmy się za siebie.Około 2 metrów ode mnie leżała fioletowa wilczyca,wyglądała na odwodnioną.Mała śliczny ogon,zakończony żółtą plamką niczym pędzelek.Zaniosłyśmy ją do naszej jaskini.Na całe szczęście,reszta zdążyła już pomóc Fade'owi,był pełny sił.
-A to kto?-spytała Enjer.
-Sama nie wiem...Znalazłam ją z Dracolich w takim stanie,w jakim jest teraz-odpowiedziałam.
-Że co?!Nie wiesz,kto to jest,a już ją tu przytargałaś?!A jeśli to podpucha i ktoś nas zaatakuje?!
-A może nie?A ty byś zostawiła umierającego wilka w potrzebie?!
-Tak,jeżeli byłaby możliwość,że jest wrogiem!
-Jesteś bez serca!
Z małego oczka Enjer wylała się łza.Wyglądało to jak obrazek albo scena z jakiegoś dramatu.
Rozpłakałam się.Ja nie chcę tworzyć konfliktów w watasze!
-Przepraszam!-wrzasnęłam.
-Dobra,nic nie szkodzi.Może i masz rację-uśmiechnęła się.Odwzajemniłam się tym samym.
Nagle znaleziona wilczyca wstała.
-G-gdzie ja j-jestem?-wszystkie łapy strasznie jej się trzęsły.
-Usiądź-polecił Selekton i usiadł razem z nią-Oprzyj się o mnie i zaśnij.
Zrobiła tak,jak chciał.Wszyscy się uśmiechnęliśmy.
-Uhuhu,Selekton romantykiem!-zaśmiał się Mack-Ale masz powodzenie!
-Debil...-szepnęła mi do ucha Atena.
-Zamknij się!Ja tylko chcę pomóc!
W sumie,Selekton serio wyglądał,jakby robił to z przymusu i każdy dobrze o tym wiedział.
A już miałam nadzieję.
-Nie sądzisz,że potrzebujesz,jakby to powiedzieć...Pomocy?-zagadnęła wilczyca.
-Jakiej pomocy?Mamy tyle wilków w stadzie!Jak komuś coś się stanie,jest 28 pomocnych łap temu jednemu wilkowi.Czego chcieć więcej?-odparłam.
-Chyba mnie nie zrozumiałaś...Chodzi mi o Samca Alfa.Zawsze pomógłby ci,gdybyś potrzebowała pomocy,a gdy ktoś by ci groził,rzuciłby coś w stylu:"Ej,zostaw ją,bo inaczej będziesz gadał też ze mną!".
-Nie,nie potrzebuję.Jakoś mnie zbyt nie ciągnie do samców.Chcę skupić się na watasze,a nie na tym,żeby wyznaczyć Alfę.
-No wiesz,tak w sumie to...
-Ciii!-syknęłam-Czuję jakiś zapach,jakby fiołków.A tutaj te kwiaty nie rosną!
Obejrzałyśmy się za siebie.Około 2 metrów ode mnie leżała fioletowa wilczyca,wyglądała na odwodnioną.Mała śliczny ogon,zakończony żółtą plamką niczym pędzelek.Zaniosłyśmy ją do naszej jaskini.Na całe szczęście,reszta zdążyła już pomóc Fade'owi,był pełny sił.
-A to kto?-spytała Enjer.
-Sama nie wiem...Znalazłam ją z Dracolich w takim stanie,w jakim jest teraz-odpowiedziałam.
-Że co?!Nie wiesz,kto to jest,a już ją tu przytargałaś?!A jeśli to podpucha i ktoś nas zaatakuje?!
-A może nie?A ty byś zostawiła umierającego wilka w potrzebie?!
-Tak,jeżeli byłaby możliwość,że jest wrogiem!
-Jesteś bez serca!
Z małego oczka Enjer wylała się łza.Wyglądało to jak obrazek albo scena z jakiegoś dramatu.
Rozpłakałam się.Ja nie chcę tworzyć konfliktów w watasze!
-Przepraszam!-wrzasnęłam.
-Dobra,nic nie szkodzi.Może i masz rację-uśmiechnęła się.Odwzajemniłam się tym samym.
Nagle znaleziona wilczyca wstała.
-G-gdzie ja j-jestem?-wszystkie łapy strasznie jej się trzęsły.
-Usiądź-polecił Selekton i usiadł razem z nią-Oprzyj się o mnie i zaśnij.
Zrobiła tak,jak chciał.Wszyscy się uśmiechnęliśmy.
-Uhuhu,Selekton romantykiem!-zaśmiał się Mack-Ale masz powodzenie!
-Debil...-szepnęła mi do ucha Atena.
-Zamknij się!Ja tylko chcę pomóc!
W sumie,Selekton serio wyglądał,jakby robił to z przymusu i każdy dobrze o tym wiedział.
A już miałam nadzieję.
poniedziałek, 8 października 2012
Niedowierzanie
-Jak już pewnie wiecie,musimy przedyskutować pewno kwestię...-odezwałam się dziś jako pierwsza do reszty watahy-Spotykamy się w samo południe przy wodospadzie.
Nie byłam dzisiaj w dobrym nastroju i na pewno wszyscy to zauważyli.Wczoraj wybrałam się na małe polowanie z Enjer,ale zamiast coś upolować,wróciłam obdarta do domu,bez jedzenia.Gdybym tylko nie znalazła się na drodze pędzących jeleni...
-Proszę-Enjer podała mi kawałek mięsa antylopy-O świcie wyszłam na polowanie.
-Nie trzeba było.
Zjadłam pośpiesznie i pobiegłam na wzgórza.
Usiadłam na samym szczycie.Wataha się nie sprawdza,chyba będzie trzeba wszystkich dorzucić do jakiejś innej.Dostałam już pozew o utrzymywanie niepotrzebnego stada.Rada jest taka wymagająca.Łzy ciekły mi po policzkach.Przez głupie prawa można zrujnować sobie życie...Wataha to wszystko,co mam...No i następny problem-chyba będę zmuszona wyrzucić Mack'a.Złamał już wiele przepisów naszego stada-wdaje się w bezsensowne bójki (przysparzając wszystkim kłopotów),próbuje zawrzeć układy z innymi watahami...A ja,idiotka,tylko patrzyłam,jak on wszystko rujnuje.A żeby stado przetrwało,wystarczy,że dołączy jeden wilk...J e d e n.
-Ej,wiesz,jak stąd zejść?
Odwróciłam się.Przede mną stał dobrze zbudowany wilk o ciemnej sierści i charakterystycznymi znakami na łbie.Przetarłam szybko oczy.
-Zejdziemy razem,pokażę ci-odparłam.
-Hej,nie płacz!Coś się stało?Może mogę jakoś pomóc?
-Przepraszam,ale nie mogę się zadawać z inną watahą,jeżeli nie zawarliśmy sojuszu...
-Ale ja nie należę do żadnego stada!Szukam propozycji dojścia do jakiejś.
-A jak się tutaj znalazłeś?
-Cóż,to długa historia...Wszedłem tutaj,by podziwiać krajobraz,ale skały się pode mną osunęły i zemdlałem.Potem spotkałem piękną wilczycę,a później upragnione widoki przyrody.A teraz marzę już tylko o ty,by stąd zejść...
Uśmiechnęłam się.
-Może chcesz dołączyć do mojej Watahy Morskiego Wybrzeża?
-Chętnie,ale chyba nie w takim stanie...
Wilk był cały obdrapany (jak ja wczoraj),więc poszliśmy na Górę Uzdrowienia,by go wyleczyć,a później już z powrotem do watahy.
-Oto nowy członek-...Jak się nazywasz?
-Selekton.
Wszyscy zawyliśmy na powitanie,a ja i 'nowy' podnieśliśmy prawe łapy.
-A więc...O czym chciałaś pogadać 'w południe'?-spytała Dracolich.
-To już nie istotne-uśmiechnęłam się.
sobota, 29 września 2012
28 września - urodziny Enjer
"Hura!To już moje urodziny!"-rzekła Enjer,a ja podałam jej urodzinową kartkę:
Cała wataha składa ci serdeczne życzenia i wszyscy mocno ściskają,z naciskiem na mocno ;)
"To,że ją znam,można zaliczyć do jednego z cudów.Zamieniać się w człowieka-ostro!"
Purpura
"Biała,śliczna,urocza i do tego mądra-marzenie.Ej,ale ja się w niej nie zakochałem!"
Fade
"Moja pierwsza przyjaciółka,która walczyła o moją przyjaźń do końca"
Atena
"Enjer?Poważna,ale przez to urokliwa.Jak moja matka!"
Toch
I niech twoje puchowe skrzydełka nigdy cie nie zawiodą! :)
Członkowie watahy.
-Prześliczna kartka,dziękuję-odparła i zaczęła czytać wszystko jeszcze raz.
Wszystkiego naj,Enjer!
Cała wataha składa ci serdeczne życzenia i wszyscy mocno ściskają,z naciskiem na mocno ;)
"To,że ją znam,można zaliczyć do jednego z cudów.Zamieniać się w człowieka-ostro!"
Purpura
"Biała,śliczna,urocza i do tego mądra-marzenie.Ej,ale ja się w niej nie zakochałem!"
Fade
"Moja pierwsza przyjaciółka,która walczyła o moją przyjaźń do końca"
Atena
"Enjer?Poważna,ale przez to urokliwa.Jak moja matka!"
Toch
I niech twoje puchowe skrzydełka nigdy cie nie zawiodą! :)
Członkowie watahy.
-Prześliczna kartka,dziękuję-odparła i zaczęła czytać wszystko jeszcze raz.
wtorek, 18 września 2012
Niewolnik uwolniony
Ciągle nic się nie dzieje...
Doszedł nowy członek,ale nie odkryliśmy żadnego "wolnego" terenu...Może czas się gdzieś przenieść lub poszukać czegoś?
W jaskini wszyscy o czymś rozmawiali.Nie chciałam podsłuchiwać,ale chciałam też coś powiedzieć.
-Hej!-krzyknęłam-Posłuchajcie!Zabierajcie tyle mięsa i wody,ile się da i wyruszamy na poszukiwania nowego terenu!
-Auuuu!-zawyli wszyscy i zaczęli zbierać potrzebne rzeczy.Po kilkudziesięciu minutach wszyscy byli gotowi i wyruszyliśmy.
Nasza wędrówka trwała...zaskakująco krótko.Zawsze polowaliśmy tylko na południu i północy,więc wyruszyliśmy na zachód.A co na zachodzie?Trzy minuty drogi i znaleźliśmy wybrzeże!
-Zostajemy tu,nie ma bata!-wrzasnęła Atena.
-Nie na długo.
Z wody wyszła grupa wilków,około 10.Wyglądali groźnie,ale myślę,że damy radę.Ignois zaczął szczerzyć kły.Nareszcie coś się dzieje!
-Spadajcie stąd,albo wyrzucę was po swojemu-warknął największy z nich.
Wyszłam z tłumu.
-Nikt się was nie boi-obejrzałam się za siebie i zrobiłam zawadiacką minę.
-Dobra,gdzie jest Alfa?!
-Ja jestem Alfą!
Całe stado zaczęło się śmiać.To nie było śmieszne.
Rozpoczęliśmy pojedynek.Okazało się,że ani jedna wataha,ani druga nie mają doświadczenia.Biliśmy się,szczerze mówiąc,jak dzieci.Ale w końcu Mack i Ignois ich przegonili.
-Zdobyliśmy nowy teren!Nareszcie Wataha Morskiego Wybrzeża ma wybrzeże!-wrzasnęłam.
-Auuuuu!-wataha zawyła dziś po raz drugi.
Okazało się jednak,że ktoś został.Szczupły wilk o szarej sierści siedział w norze wykopanej pod jednym z kamieni.
Ignois podszedł do niego i już miał zaatakować,ale...
-Stop!Stop!Poddaję się!Nie chcę z wami walczyć!Oszczędźcie mnie!Ja jestem tylko niewolnikiem!
-Niewolnikiem?!Przecież to nielegalne...-zdziwił się.
-Tak,doskonale o tym wiem...Nazywam się Fade...
-Fade?
-Chwila,Ignois?!
Wilki podały sobie łapy.
-Co tu się dzieje?-spytała Enjer,a reszta podeszła za nią.
-Czy Fade może zostać u nas i dołączyć do watahy?To mój przyjaciel.Znaleźliście mnie,gdy uciekałem z nim ze stada posiadaczy plaży,ale rozbiłem głowę o kamień.On uciekł,ale znowu go złapano.
Podeszłam powoli.Fade zaczął patrzeć się na mnie,jakby Boga Słońca zobaczył.
-Em...Jeżeli chcesz,to zostań z nami!-podniosłam prawą łapę [tak robimy,gdy dołącza nowy członek].
Wilk opamiętał się i także podniósł łapę,a za nim wszyscy pozostali.
-No,a teraz koniec zabawy-zaczynami sprzątać wybrzeże!-krzyknęłam i wszyscy zabrali się do roboty.
Doszedł nowy członek,ale nie odkryliśmy żadnego "wolnego" terenu...Może czas się gdzieś przenieść lub poszukać czegoś?
W jaskini wszyscy o czymś rozmawiali.Nie chciałam podsłuchiwać,ale chciałam też coś powiedzieć.
-Hej!-krzyknęłam-Posłuchajcie!Zabierajcie tyle mięsa i wody,ile się da i wyruszamy na poszukiwania nowego terenu!
-Auuuu!-zawyli wszyscy i zaczęli zbierać potrzebne rzeczy.Po kilkudziesięciu minutach wszyscy byli gotowi i wyruszyliśmy.
Nasza wędrówka trwała...zaskakująco krótko.Zawsze polowaliśmy tylko na południu i północy,więc wyruszyliśmy na zachód.A co na zachodzie?Trzy minuty drogi i znaleźliśmy wybrzeże!
-Zostajemy tu,nie ma bata!-wrzasnęła Atena.
-Nie na długo.
Z wody wyszła grupa wilków,około 10.Wyglądali groźnie,ale myślę,że damy radę.Ignois zaczął szczerzyć kły.Nareszcie coś się dzieje!
-Spadajcie stąd,albo wyrzucę was po swojemu-warknął największy z nich.
Wyszłam z tłumu.
-Nikt się was nie boi-obejrzałam się za siebie i zrobiłam zawadiacką minę.
-Dobra,gdzie jest Alfa?!
-Ja jestem Alfą!
Całe stado zaczęło się śmiać.To nie było śmieszne.
Rozpoczęliśmy pojedynek.Okazało się,że ani jedna wataha,ani druga nie mają doświadczenia.Biliśmy się,szczerze mówiąc,jak dzieci.Ale w końcu Mack i Ignois ich przegonili.
-Zdobyliśmy nowy teren!Nareszcie Wataha Morskiego Wybrzeża ma wybrzeże!-wrzasnęłam.
-Auuuuu!-wataha zawyła dziś po raz drugi.
Okazało się jednak,że ktoś został.Szczupły wilk o szarej sierści siedział w norze wykopanej pod jednym z kamieni.
Ignois podszedł do niego i już miał zaatakować,ale...
-Stop!Stop!Poddaję się!Nie chcę z wami walczyć!Oszczędźcie mnie!Ja jestem tylko niewolnikiem!
-Niewolnikiem?!Przecież to nielegalne...-zdziwił się.
-Tak,doskonale o tym wiem...Nazywam się Fade...
-Fade?
-Chwila,Ignois?!
Wilki podały sobie łapy.
-Co tu się dzieje?-spytała Enjer,a reszta podeszła za nią.
-Czy Fade może zostać u nas i dołączyć do watahy?To mój przyjaciel.Znaleźliście mnie,gdy uciekałem z nim ze stada posiadaczy plaży,ale rozbiłem głowę o kamień.On uciekł,ale znowu go złapano.
Podeszłam powoli.Fade zaczął patrzeć się na mnie,jakby Boga Słońca zobaczył.
-Em...Jeżeli chcesz,to zostań z nami!-podniosłam prawą łapę [tak robimy,gdy dołącza nowy członek].
Wilk opamiętał się i także podniósł łapę,a za nim wszyscy pozostali.
-No,a teraz koniec zabawy-zaczynami sprzątać wybrzeże!-krzyknęłam i wszyscy zabrali się do roboty.
piątek, 14 września 2012
Agresja
W watasze układało się całkiem dobrze.No poza Mack'iem,który denerwował Atenę.Trzeba będzie nad tym popracować.Ale jak na razie...To wszystko to jedna wielka zabawa.Nie było żadnych bitew,nawet chociaż jednego ataku.Chyba jednak powinnam zrezygnować z posady Alfy...
Zwołałam wilki na pierwszą w życiu watahy.Trzeba było w końcu zacząć działać-brakuje członków,a brak nowych członków oznacza,że Wilcza Rada może nas pozwać o prowadzenie watahy,która nie przynosi zysków.
-Hej!Chodźcie tutaj!-krzyknęła Enjer,gdy miałam zacząć przemawiać-Ktoś potrzebuje pomocy!
Wyszliśmy z jaskini,a przed nią leżał czarny jak smoła wilk z rozbitą głową o kamień.Przed nami uciekał jakiś wilk,ale nie goniliśmy go.W sumie to nie rozbitą,tylko trochę pękniętą.Z jego czoła płynęła ciurkiem krew,która zdążyła zaplamić cały kamień.
Mack przeniósł go do jaskini,a Dracolich i Atena zabandażowały mu głowę.
-Zostawcie mnie!-krzyknął przybysz,gdy tylko się ocknął.
-Nic ci nie zrobimy,nie bój się-powiedziałam.
-To wy mi pomogliście?
-Tak.
-To przepraszam was za fatygę.Pójdę już...
-Należysz do jakiejś watahy?-zatrzymała go Dracolich.
-Nie,ale jestem samotnikiem.
Myślałam chwilę,jak go przekonać,żeby został.A odpowiedź była bardzo prosta...A przynajmniej powinna...
-Jeżeli będziesz podróżować samotnie,masz małe szanse na przeżycie-rzuciła Enjer.
-A z tą rozbitą głową to już w ogóle...-dodała Atena.
Przybysz myślał przez chwilę,aż w końcu rzekł:
-No dobrze,dołączę,ale tylko dla własnego bezpieczeństwa.
-No to witamy w Watasze Morskiego Wybrzeża!A jak cię zwą?-spytałam.
-Na imię mi Ignois.
Zwołałam wilki na pierwszą w życiu watahy.Trzeba było w końcu zacząć działać-brakuje członków,a brak nowych członków oznacza,że Wilcza Rada może nas pozwać o prowadzenie watahy,która nie przynosi zysków.
-Hej!Chodźcie tutaj!-krzyknęła Enjer,gdy miałam zacząć przemawiać-Ktoś potrzebuje pomocy!
Wyszliśmy z jaskini,a przed nią leżał czarny jak smoła wilk z rozbitą głową o kamień.Przed nami uciekał jakiś wilk,ale nie goniliśmy go.W sumie to nie rozbitą,tylko trochę pękniętą.Z jego czoła płynęła ciurkiem krew,która zdążyła zaplamić cały kamień.
Mack przeniósł go do jaskini,a Dracolich i Atena zabandażowały mu głowę.
-Zostawcie mnie!-krzyknął przybysz,gdy tylko się ocknął.
-Nic ci nie zrobimy,nie bój się-powiedziałam.
-To wy mi pomogliście?
-Tak.
-To przepraszam was za fatygę.Pójdę już...
-Należysz do jakiejś watahy?-zatrzymała go Dracolich.
-Nie,ale jestem samotnikiem.
Myślałam chwilę,jak go przekonać,żeby został.A odpowiedź była bardzo prosta...A przynajmniej powinna...
-Jeżeli będziesz podróżować samotnie,masz małe szanse na przeżycie-rzuciła Enjer.
-A z tą rozbitą głową to już w ogóle...-dodała Atena.
Przybysz myślał przez chwilę,aż w końcu rzekł:
-No dobrze,dołączę,ale tylko dla własnego bezpieczeństwa.
-No to witamy w Watasze Morskiego Wybrzeża!A jak cię zwą?-spytałam.
-Na imię mi Ignois.
piątek, 7 września 2012
Skok do wody
Zdążyłyśmy już bliżej zapoznać się z Ateną,okazała się bardzo miła i chętna do współpracy.Nie znała jeszcze wszystkich miejsc,w sumie już tylko wodospadu (najlepsze chciałyśmy zostawić na koniec).
-Na pewno jej się spodoba-szepnęła Enjer.Uśmiechnęłam się.
Doszłyśmy na miejsce bardzo szybko,Atena wręcz biegła,a my musiałyśmy ją gonić.Była bardzo ciekawa tego miejsca,słyszała o nim same pozytywne oceny.
-To tutaj!-krzyknęłam dumna.
Zawyłyśmy wszystkie,później był to raczej śmiech.
-Nie wiedziałam,że macie tutaj gejzer albo gorące źródełko...-odparła nagle Atena,zapatrzona.
-Ale my nie mamy żadnego gejzeru,gdzie ty go widzisz?-zdziwiła się Dracolich.
-No tam,pod spływem,widzicie?
-Nie...-przyglądałam się.
-Sprawdzę,co to może być-oznajmiła Enjer.
Uniosła się lekko,jakby na wietrze i poruszała się ostrożnie w kierunku prawie niewidocznych bąbelków.Nagle zniknęła w głębi wody.
Mijały sekundy.Minuty.Nie wynurzała się.
-A jeżeli coś jej się stało?Może zemdlała?-kręciłam się w kółko.
-Przecież to anioł,nie może zemdleć-Atena poklepała mnie-Może zalazła tam coś ciekawego?
Nagle z wody wynurzyła się niewinna dziewczyna z anielskimi skrzydłami i ślicznymi oczami.Swoimi zgrabnymi raczkami ciągnęła wilka.Był dobrze zbudowany,ale wyglądał na fajtłapę.Chociaż może tak mi się zdaje...
Gdy wyciągnęła go z wody i zamieniła się z powrotem w wilka,wyjaśniła:
-To był on.Zaczepił się o jakiś kamień i nie mogłam go wyciągnąć,ale udało się.Chyba zemdlał.
-Odsuńcie się-powiedziałam poważnie.Obydwa łapami uciskałam jego klatkę piersiową,może ze 20 razy,aż w końcu wypluł trochę wody i zacząć oddychać.Wilczyce zaczęły wyć wesoło.
Nie otwierał oczu,więc przyjrzałam mu się bliżej.szczerze mówiąc,był nawet...nawet.Miał jedną,długą bliznę na policzku.
-Co ty kombinujesz,panienko?
-Aaaa!
Odskoczyłam gwałtownie.Przestraszył mnie.Zaczął się jeszcze śmiać.Bezczelny.
-Przepraszam,nie chciałem cię przestraszyć.I jestem ogromnie wdzięczny,że mi pomogłyście.
-Kim jesteś-spytała Dracolich.
-Nazywam się Mack.Znalazłem się tutaj,bo wyrzucono mnie z watahy.W dwóch znaczeniach:najpierw wydalono mnie,a potem zrzucono z wodospadu.Zahaczyłem o coś i chciałem uciec,potem zemdlałem i...Potem zobaczyłem twarzyczkę tej uroczej wilczycy.
Chyba się troszkę zarumieniłam.
-Chcesz dołączyć do watahy?-spytała Enjer.
-Hmmm...No,może...
-Proste pytanie:tak czy nie?-powiedziała Atena.
-No dobrze.To...To cała wasza wataha?
-Aktualnie?Tak.Została stworzona całkiem niedawno.
-A mógłbym poznać wasze imiona?
-Ja jestem Miss,to jest Dracolich,to Enjer,a to Atena.
-A alfą jest...?
-Ja-spojrzałam trochę znieważona.
-Ty?Szczerze mówiąc myślałem,że ona-wskazał na Enjer-albo ona-pokazał Dracolich.
-Nie pamiętasz naszych imion?-spytała Atena.
-Jasne,że pamiętam.To...Gdzie śpimy?
-Oprowadzę cię-odparła Dracolich.
-Szczerze mówiąc wolę,żeby zrobiła to Enjer-spojrzał na nią-wydaje się...bardziej doświadczona,bez urazy.
-Spoko.
A już myślałam,że się we mnie zakochał.
-Na pewno jej się spodoba-szepnęła Enjer.Uśmiechnęłam się.
Doszłyśmy na miejsce bardzo szybko,Atena wręcz biegła,a my musiałyśmy ją gonić.Była bardzo ciekawa tego miejsca,słyszała o nim same pozytywne oceny.
-To tutaj!-krzyknęłam dumna.
Zawyłyśmy wszystkie,później był to raczej śmiech.
-Nie wiedziałam,że macie tutaj gejzer albo gorące źródełko...-odparła nagle Atena,zapatrzona.
-Ale my nie mamy żadnego gejzeru,gdzie ty go widzisz?-zdziwiła się Dracolich.
-No tam,pod spływem,widzicie?
-Nie...-przyglądałam się.
-Sprawdzę,co to może być-oznajmiła Enjer.
Uniosła się lekko,jakby na wietrze i poruszała się ostrożnie w kierunku prawie niewidocznych bąbelków.Nagle zniknęła w głębi wody.
Mijały sekundy.Minuty.Nie wynurzała się.
-A jeżeli coś jej się stało?Może zemdlała?-kręciłam się w kółko.
-Przecież to anioł,nie może zemdleć-Atena poklepała mnie-Może zalazła tam coś ciekawego?
Nagle z wody wynurzyła się niewinna dziewczyna z anielskimi skrzydłami i ślicznymi oczami.Swoimi zgrabnymi raczkami ciągnęła wilka.Był dobrze zbudowany,ale wyglądał na fajtłapę.Chociaż może tak mi się zdaje...
Gdy wyciągnęła go z wody i zamieniła się z powrotem w wilka,wyjaśniła:
-To był on.Zaczepił się o jakiś kamień i nie mogłam go wyciągnąć,ale udało się.Chyba zemdlał.
-Odsuńcie się-powiedziałam poważnie.Obydwa łapami uciskałam jego klatkę piersiową,może ze 20 razy,aż w końcu wypluł trochę wody i zacząć oddychać.Wilczyce zaczęły wyć wesoło.
Nie otwierał oczu,więc przyjrzałam mu się bliżej.szczerze mówiąc,był nawet...nawet.Miał jedną,długą bliznę na policzku.
-Co ty kombinujesz,panienko?
-Aaaa!
Odskoczyłam gwałtownie.Przestraszył mnie.Zaczął się jeszcze śmiać.Bezczelny.
-Przepraszam,nie chciałem cię przestraszyć.I jestem ogromnie wdzięczny,że mi pomogłyście.
-Kim jesteś-spytała Dracolich.
-Nazywam się Mack.Znalazłem się tutaj,bo wyrzucono mnie z watahy.W dwóch znaczeniach:najpierw wydalono mnie,a potem zrzucono z wodospadu.Zahaczyłem o coś i chciałem uciec,potem zemdlałem i...Potem zobaczyłem twarzyczkę tej uroczej wilczycy.
Chyba się troszkę zarumieniłam.
-Chcesz dołączyć do watahy?-spytała Enjer.
-Hmmm...No,może...
-Proste pytanie:tak czy nie?-powiedziała Atena.
-No dobrze.To...To cała wasza wataha?
-Aktualnie?Tak.Została stworzona całkiem niedawno.
-A mógłbym poznać wasze imiona?
-Ja jestem Miss,to jest Dracolich,to Enjer,a to Atena.
-A alfą jest...?
-Ja-spojrzałam trochę znieważona.
-Ty?Szczerze mówiąc myślałem,że ona-wskazał na Enjer-albo ona-pokazał Dracolich.
-Nie pamiętasz naszych imion?-spytała Atena.
-Jasne,że pamiętam.To...Gdzie śpimy?
-Oprowadzę cię-odparła Dracolich.
-Szczerze mówiąc wolę,żeby zrobiła to Enjer-spojrzał na nią-wydaje się...bardziej doświadczona,bez urazy.
-Spoko.
A już myślałam,że się we mnie zakochał.
czwartek, 6 września 2012
Boginia
Enjer prowadziła nas bardzo daleko.Przeszliśmy obok wodospadu,jaskini,polany i przez las.
-Daleko jeszcze?!-spytała już bardzo zmęczona Dracolich.W sumie ja też byłam trochę zmęczona,ale wytrzymam jeszcze parę mil.
-Przejdziemy przez las i skierujemy się na zachód,potem już kilka metrów ścieżką i będziemy na miejscu-uśmiechnęła się,w ogóle nie zmęczona,jakby mogła przejść jeszcze ze 4 razy tą drogę bez najmniejszej oznaki zmęczenia,głodu i pragnienia.
Las wił się w nieskończoność.Nie zdawałam sobie sprawy,że może być aż tak długi.
-Czy mijamy Magiczne Drzewo już drugi raz?-rozejrzałam się.
-Nie,zdaje ci się.Znam tą drogę na pamięć.
"Mogłaś uprzedzić,że będziemy szły tyle godzin!Napiłabym się chociaż przed podróżą!"-byłam już naprawdę spragniona i głodna-"Mam nadzieje,że to będzie tego warte!"
W końcu doszłyśmy do ścieżki.W oddali nic nie było widać.Może Enjer zabłądziła?
-Ym...Czy to na pewno tędy?Tam nic nie ma!-Dracolich wyciągnęła te same wnioski,co ja.
-To już nie daleko,zaufajcie mi.
Nareszcie doszłyśmy do celu.Pod stosem kamieni wykopana była wąska dziura.
-Tam mieszka Atena,jej wataha wyruszyła na wyprawę,ale nie wraca już wiele miesięcy.Na pewno będzie chciała do nas dołączyć-oznajmiła Enjer i wpełzła do nory.
Czekałyśmy przez parę minut,ale nie wychodziły.Było słychać tylko jakieś niewyraźne krzyki.
-Nie chce dołączyć-wyszła w końcu,trochę rozczarowana.
-Że co?!Nie po to tyle szłam,żeby teraz wracać z pustymi łapami!-wrzasnęłam i zaczęłam wchodzić do środka.
-Nie!Zaczekaj!
-Nie mam zamiaru...
Tunel był dość długi,ale gdy weszło się do norki,wyglądała jak jaskinia.Była ogromna.
-Witaj...Jestem Miss,a ty?
-Atena.Po co tu przyszłaś?!
-Czy chcesz dołączyć do mojej watahy?-spytałam miło.
-Nie.
-Dlaczego?!Szłam tutaj po ciebie jakieś 200 kilometrów!
-Nie mogę.Muszę zostać z mamą.
Wstała,a za nią leżała trochę starsza wilczyca.
-Kochanie,możesz iść,przecież jestem sprawna fizycznie,nic mi się nie stanie.Nie możesz ciągle...
-Nie!
-Hej,hej!-krzyknęłam-Jeżeli coś będzie nie tak,twoja mama przyjdzie do ciebie.
-Jak?!
-Pójdzie z nami i zapamięta drogę,a potem wróci.A jeżeli twoja wataha wróci,będziesz mogła do niej wrócić z powrotem.
-Serio?
-Jasne.
-A nie będzie ci przeszkadzało,że mogę zamienić się w ludzką boginię,Atenę?
-Oczywiście,że nie.
-W takim razie,chętnie-uśmiechnęła się.
wyszłyśmy we trójkę na powierzchnię.
-I udało się!-oznajmiłam Enjer.
-A więc wracajmy do domu..
-Daleko jeszcze?!-spytała już bardzo zmęczona Dracolich.W sumie ja też byłam trochę zmęczona,ale wytrzymam jeszcze parę mil.
-Przejdziemy przez las i skierujemy się na zachód,potem już kilka metrów ścieżką i będziemy na miejscu-uśmiechnęła się,w ogóle nie zmęczona,jakby mogła przejść jeszcze ze 4 razy tą drogę bez najmniejszej oznaki zmęczenia,głodu i pragnienia.
Las wił się w nieskończoność.Nie zdawałam sobie sprawy,że może być aż tak długi.
-Czy mijamy Magiczne Drzewo już drugi raz?-rozejrzałam się.
-Nie,zdaje ci się.Znam tą drogę na pamięć.
"Mogłaś uprzedzić,że będziemy szły tyle godzin!Napiłabym się chociaż przed podróżą!"-byłam już naprawdę spragniona i głodna-"Mam nadzieje,że to będzie tego warte!"
W końcu doszłyśmy do ścieżki.W oddali nic nie było widać.Może Enjer zabłądziła?
-Ym...Czy to na pewno tędy?Tam nic nie ma!-Dracolich wyciągnęła te same wnioski,co ja.
-To już nie daleko,zaufajcie mi.
Nareszcie doszłyśmy do celu.Pod stosem kamieni wykopana była wąska dziura.
-Tam mieszka Atena,jej wataha wyruszyła na wyprawę,ale nie wraca już wiele miesięcy.Na pewno będzie chciała do nas dołączyć-oznajmiła Enjer i wpełzła do nory.
Czekałyśmy przez parę minut,ale nie wychodziły.Było słychać tylko jakieś niewyraźne krzyki.
-Nie chce dołączyć-wyszła w końcu,trochę rozczarowana.
-Że co?!Nie po to tyle szłam,żeby teraz wracać z pustymi łapami!-wrzasnęłam i zaczęłam wchodzić do środka.
-Nie!Zaczekaj!
-Nie mam zamiaru...
Tunel był dość długi,ale gdy weszło się do norki,wyglądała jak jaskinia.Była ogromna.
-Witaj...Jestem Miss,a ty?
-Atena.Po co tu przyszłaś?!
-Czy chcesz dołączyć do mojej watahy?-spytałam miło.
-Nie.
-Dlaczego?!Szłam tutaj po ciebie jakieś 200 kilometrów!
-Nie mogę.Muszę zostać z mamą.
Wstała,a za nią leżała trochę starsza wilczyca.
-Kochanie,możesz iść,przecież jestem sprawna fizycznie,nic mi się nie stanie.Nie możesz ciągle...
-Nie!
-Hej,hej!-krzyknęłam-Jeżeli coś będzie nie tak,twoja mama przyjdzie do ciebie.
-Jak?!
-Pójdzie z nami i zapamięta drogę,a potem wróci.A jeżeli twoja wataha wróci,będziesz mogła do niej wrócić z powrotem.
-Serio?
-Jasne.
-A nie będzie ci przeszkadzało,że mogę zamienić się w ludzką boginię,Atenę?
-Oczywiście,że nie.
-W takim razie,chętnie-uśmiechnęła się.
wyszłyśmy we trójkę na powierzchnię.
-I udało się!-oznajmiłam Enjer.
-A więc wracajmy do domu..
poniedziałek, 3 września 2012
Anioł
Spacerowałam z Dracolich po polanie.Minęło już kilka dni,odkąd się poznałyśmy.Chyba źle ją oceniałam.Była bardzo miła,może trochę nazbyt poważna.
-Miss,co to za miejsce?
Spojrzałam przed siebie.Przed nami widać było kilka niewysokich szczytów górskich.Wyglądały przecudnie.
-Nigdy tam nie byłam.
-Może sprawdzimy,co się tam kryje?
-Nie wygląda na bezpieczne miejsce...
-Nie bój się,jesteśmy silne.Damy radę!Chodź!
-No dobrze.
Wspięłyśmy się na najniższy szczyt.Z góry było widać las,polanę,a nawet wodospad.To miejsce jest świetne!Chciałoby się tam zostać na zawsze.A może...
-Może tu przenocujemy?-zaproponowała towarzyszka.
-A jeżeli ktoś tutaj jest?
-Na pewno nie ma.
-A jeżeli już,to gdzie?
-Może tam,w tamtej grocie?
Podeszłyśmy ostrożnie.Wyczuwałam czyjąś obecność...
Nagle zza rogu wyłoniła się grupka wilków.Ni byli przyjaźnie nastawieni.
-Czego tu szukacie?!
Przestraszyłam się,ale nie chciałam tego okazywać.
Głupio by było powiedzieć,że tylko przechodziłyśmy.
-Szukamy tu kogoś!-krzyknęłam.Pierwsze zdanie,które wpadło mi na myśl.
-Spadajcie stąd,albo tego pożałujecie!-zagroził jeden z grupy.
-Nie boimy się was!-wrzasnęła Dracolich.To nie był dobry ruch.
Całe stado się na nas rzuciło.Byłyśmy bezbronne,nie było dokąd uciekać.
Nagle zza chmur wyłoniła się biała wilczyca z równie jasnymi i lekkimi jak puch skrzydłami.Była prześliczna.Stanęła między nami a przeciwnikami.
-Zostawcie je,albo poczujecie mój gniew!
Wilki,głośno piszcząc,uciekły do groty.
-Kim jesteś?-spytałam.
-Enjer.To mnie szukacie,prawda?
-A skąd taki pomysł?
-Mówiłyście,że "szukacie kogoś".To nie o mnie chodzi?
-Szczerze mówiąc...To była tylko wymówka...
-To...Ja przepraszam,pójdę już.
-Nie,nie!Zaczekaj!Chciałabyś dołączyć do naszej watahy?
-Przecież jestem aniołem!
-To co?Nam to nie przeszkadza.
-Serio?Nikt nie chciał mnie przyjąć z tego powodu.i dlatego,że potrafię zamieniać się w człowieka-anioła.
-Pokaż nam!-krzyknęła Dracolich.
Enjer zamknęła oczy i szeptała coś pod nosem.Nagle zabłysnęła jasnym i światłem i zmieniła się w młodą dziewczynę o długich,prostych włosach.O dziwo,miała takie same skrzydła,jak przedtem.Była urocza.
-I jak?-spytała.
-Świetnie!
-I słodko!-dodała Dracolich.
Enjer zmieniła się z powrotem w wilczycę.
-Chyba znam kogoś,kto chce dołączyć do naszej watahy.
-A więc prowadź!-wrzasnęłam z entuzjazmem.
niedziela, 2 września 2012
Drugi członek
Siedziałam samotnie nad wodospadem.Mój pomysł z założeniem watahy to kompletne dno.Od trzech dni szukam chociaż jednego wilka,który nie należy do żadnego stada,ale bez skutku.Łzy ciekły mi po policzkach.Już chyba czas poszukać sobie miejsca gdzieś indziej.Niedaleko spotkałam miłą watahę,chyba mnie przyjmą.Zostanę obrońcą Samicy Alfa albo coś...
Hej,chwileczkę...Co to za dźwięk?Muzyka?!
Czy ludzie znaleźli kryjówkę wilczych watach?!
Wskoczyłam do wody i obserwowałam.
Ale...Uf...Kamień spadł mi z serca.
To wilczyca!Miała na swoich uszach słuchawki,z których wydobywały się dźwięki.Jej czerwona sierść pobłyskiwała w słońcu,a jej wzrok wydawał się wpatrywać się w jeden punkt,jakby była nieobecna.
Wyszłam z wody.Może nie należy do żadnego stada?
-Em,przepraszam!Juhu!Tutaj,za tobą!
Nic nie odpowiadała,szła dalej.Podbiegłam do niej.
-Halo?Słyszysz mnie?
I nadal nic.Zrzuciłam jej słuchawki z uszu tak,że zleciały na szyję.
-Czego?!-w końcu się odezwała.
-Przepraszam,że zdjęłam ci słuchawki,ale chyba mnie nie słyszałaś.
-Nigdy nie słyszę innych,gdy odlatuję w świat muzyki.
-Czy...Należysz do jakiejś watahy?
-Właśnie mnie wydalono,bo przeszkadzała im moja muza...
-A chcesz dołączyć do mojej?Mi nie będzie przeszkadzała.
-Czemu nie...Jestem Dracolich.
-Miss.Chodź,odpoczniemy sobie i pokażę ci wszystkie zakątki.
Nareszcie coś się dzieje!!!
Hej,chwileczkę...Co to za dźwięk?Muzyka?!
Czy ludzie znaleźli kryjówkę wilczych watach?!
Wskoczyłam do wody i obserwowałam.
Ale...Uf...Kamień spadł mi z serca.
To wilczyca!Miała na swoich uszach słuchawki,z których wydobywały się dźwięki.Jej czerwona sierść pobłyskiwała w słońcu,a jej wzrok wydawał się wpatrywać się w jeden punkt,jakby była nieobecna.
Wyszłam z wody.Może nie należy do żadnego stada?
-Em,przepraszam!Juhu!Tutaj,za tobą!
Nic nie odpowiadała,szła dalej.Podbiegłam do niej.
-Halo?Słyszysz mnie?
I nadal nic.Zrzuciłam jej słuchawki z uszu tak,że zleciały na szyję.
-Czego?!-w końcu się odezwała.
-Przepraszam,że zdjęłam ci słuchawki,ale chyba mnie nie słyszałaś.
-Nigdy nie słyszę innych,gdy odlatuję w świat muzyki.
-Czy...Należysz do jakiejś watahy?
-Właśnie mnie wydalono,bo przeszkadzała im moja muza...
-A chcesz dołączyć do mojej?Mi nie będzie przeszkadzała.
-Czemu nie...Jestem Dracolich.
-Miss.Chodź,odpoczniemy sobie i pokażę ci wszystkie zakątki.
Nareszcie coś się dzieje!!!
wtorek, 28 sierpnia 2012
Witajcie w watasze!
Cześć wszystkim.Nazywam się Miss,mówią na mnie Miranie.Jestem samiczką,mam 5 lat :3.Zajmuję stanowisko Samicy Alfy.Potrafię panować nad roślinnością, robić z nią dosłownie wszystko.Jestem bardzo wesoła,przyjazna,ale to nie oznacza,że nie potrafię być zła.Moi rodzice musieli opuścić polanę, na której mieszkaliśmy.Byli złodziejami,musieli uciekać jak najszybciej.Zostawili mnie samą na tym wielkim świecie.Miałam dopiero rok,ale szybko nauczyłam się polować.Ostatnimi słowami,jakie powiedziała do mnie mama,było:"Nie martw się o nas,załóż watahę i żyj normalnie.Poradzimy sobie,słoneczko.Mam nadzieję,że ty też.".Spełniłam prośbę matki.Obecnie nie mam partnera,potomstwa nie zamierzam.
Tak wyglądam:
Co musisz napisać,by dołączyć do watahy,jest umieszczone tutaj:http://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=1970961&message=changePresentation
Tak wyglądam:
Co musisz napisać,by dołączyć do watahy,jest umieszczone tutaj:http://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=1970961&message=changePresentation
Subskrybuj:
Posty (Atom)

