W watasze ostatnio wydarzyło się tak wiele...Tyle starć...Jednak tylko jedna przegrana.Fade został bardzo zraniony.Na szczęście Enjer była przy nas i bardzo mu pomogła.Teraz razem z Ateną i Selektonem pomagają mu i opatrują już mniej poważne rany.Ja i Dracolich usiadłyśmy przy wodospadzie.
-Nie sądzisz,że potrzebujesz,jakby to powiedzieć...Pomocy?-zagadnęła wilczyca.
-Jakiej pomocy?Mamy tyle wilków w stadzie!Jak komuś coś się stanie,jest 28 pomocnych łap temu jednemu wilkowi.Czego chcieć więcej?-odparłam.
-Chyba mnie nie zrozumiałaś...Chodzi mi o Samca Alfa.Zawsze pomógłby ci,gdybyś potrzebowała pomocy,a gdy ktoś by ci groził,rzuciłby coś w stylu:"Ej,zostaw ją,bo inaczej będziesz gadał też ze mną!".
-Nie,nie potrzebuję.Jakoś mnie zbyt nie ciągnie do samców.Chcę skupić się na watasze,a nie na tym,żeby wyznaczyć Alfę.
-No wiesz,tak w sumie to...
-Ciii!-syknęłam-Czuję jakiś zapach,jakby fiołków.A tutaj te kwiaty nie rosną!
Obejrzałyśmy się za siebie.Około 2 metrów ode mnie leżała fioletowa wilczyca,wyglądała na odwodnioną.Mała śliczny ogon,zakończony żółtą plamką niczym pędzelek.Zaniosłyśmy ją do naszej jaskini.Na całe szczęście,reszta zdążyła już pomóc Fade'owi,był pełny sił.
-A to kto?-spytała Enjer.
-Sama nie wiem...Znalazłam ją z Dracolich w takim stanie,w jakim jest teraz-odpowiedziałam.
-Że co?!Nie wiesz,kto to jest,a już ją tu przytargałaś?!A jeśli to podpucha i ktoś nas zaatakuje?!
-A może nie?A ty byś zostawiła umierającego wilka w potrzebie?!
-Tak,jeżeli byłaby możliwość,że jest wrogiem!
-Jesteś bez serca!
Z małego oczka Enjer wylała się łza.Wyglądało to jak obrazek albo scena z jakiegoś dramatu.
Rozpłakałam się.Ja nie chcę tworzyć konfliktów w watasze!
-Przepraszam!-wrzasnęłam.
-Dobra,nic nie szkodzi.Może i masz rację-uśmiechnęła się.Odwzajemniłam się tym samym.
Nagle znaleziona wilczyca wstała.
-G-gdzie ja j-jestem?-wszystkie łapy strasznie jej się trzęsły.
-Usiądź-polecił Selekton i usiadł razem z nią-Oprzyj się o mnie i zaśnij.
Zrobiła tak,jak chciał.Wszyscy się uśmiechnęliśmy.
-Uhuhu,Selekton romantykiem!-zaśmiał się Mack-Ale masz powodzenie!
-Debil...-szepnęła mi do ucha Atena.
-Zamknij się!Ja tylko chcę pomóc!
W sumie,Selekton serio wyglądał,jakby robił to z przymusu i każdy dobrze o tym wiedział.
A już miałam nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz