W watasze układało się całkiem dobrze.No poza Mack'iem,który denerwował Atenę.Trzeba będzie nad tym popracować.Ale jak na razie...To wszystko to jedna wielka zabawa.Nie było żadnych bitew,nawet chociaż jednego ataku.Chyba jednak powinnam zrezygnować z posady Alfy...
Zwołałam wilki na pierwszą w życiu watahy.Trzeba było w końcu zacząć działać-brakuje członków,a brak nowych członków oznacza,że Wilcza Rada może nas pozwać o prowadzenie watahy,która nie przynosi zysków.
-Hej!Chodźcie tutaj!-krzyknęła Enjer,gdy miałam zacząć przemawiać-Ktoś potrzebuje pomocy!
Wyszliśmy z jaskini,a przed nią leżał czarny jak smoła wilk z rozbitą głową o kamień.Przed nami uciekał jakiś wilk,ale nie goniliśmy go.W sumie to nie rozbitą,tylko trochę pękniętą.Z jego czoła płynęła ciurkiem krew,która zdążyła zaplamić cały kamień.
Mack przeniósł go do jaskini,a Dracolich i Atena zabandażowały mu głowę.
-Zostawcie mnie!-krzyknął przybysz,gdy tylko się ocknął.
-Nic ci nie zrobimy,nie bój się-powiedziałam.
-To wy mi pomogliście?
-Tak.
-To przepraszam was za fatygę.Pójdę już...
-Należysz do jakiejś watahy?-zatrzymała go Dracolich.
-Nie,ale jestem samotnikiem.
Myślałam chwilę,jak go przekonać,żeby został.A odpowiedź była bardzo prosta...A przynajmniej powinna...
-Jeżeli będziesz podróżować samotnie,masz małe szanse na przeżycie-rzuciła Enjer.
-A z tą rozbitą głową to już w ogóle...-dodała Atena.
Przybysz myślał przez chwilę,aż w końcu rzekł:
-No dobrze,dołączę,ale tylko dla własnego bezpieczeństwa.
-No to witamy w Watasze Morskiego Wybrzeża!A jak cię zwą?-spytałam.
-Na imię mi Ignois.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz